Gwiazdy Jazzu w SDK

AKTUALNOŚCI

Gwiazdy Jazzu w SDK

od 27/06/2017 do 27/06/2017 | Relacja z JAZZ FORUM
Gwiazdy Jazzu w SDK

      Po prawie ośmiu godzinach podróży oczom ukazała się tablica: „Sanok”. Godzinę później uśmiechnięta pani z tamtejszego Domu Kultury powiedziała: „Bo my jesteśmy na końcu świata. Na końcu Polski na pewno”. Po spędzeniu tam kilku dni jestem przekonana, że, paradoksalnie, ów Sanok powinien być przez wiele ośrodków kultury uważany za początek, a nie koniec naszego kraju.

Beksiński

Sanok to urokliwe miasto w województwie podkarpackim. Przecina je rzeka San, w oddali rozpościerają się majestatyczne góry i choć zapewniano nas, że jesienią jest tam najpiękniej, ładnych widoków nie można temu miejscu odmówić nawet na początku wiosny. Rejon bogaty jest w historię, która momentami zahacza nawet o wizytowanie tych terenów przez… Celtów. Współegzystują tutaj wyznawcy katolicyzmu, prawosławia, judaizmu i protestantyzmu. Historię regionu można poznać choćby dzięki ekspozycji broni w Sanockim Muzeum Historycznym, w którym zgromadzono wiele artefaktów przeszłości. Znajdziemy tam miecz z XII wieku, zaobserwujemy, jak rozwijała się sztuka wojenna przez kolejne stulecia, aż w końcu poznamy losy tamtejszych mieszkańców podczas II. wojny światowej i tuż po niej. Większości z nas Sanok kojarzy się z postacią enigmatycznego polskiego malarza, Zdzisława Beksińskiego, o którym ostatnio na powrót zrobiło się głośno dzięki filmowi Matuszyńskiego „Ostatnia rodzina”. Słusznie, gdyż rodzina artysty była związana z miastem od połowy XIX wieku. Dopiero w 1977 roku, gdy zapadła decyzja władz o zburzeniu jego rodzinnego domu, postanowił wraz z rodziną przenieść się do Warszawy. Należy jednak podkreślić, że to właśnie w Sanoku malarz, grafik, rzeźbiarz i fotograf stawiał pierwsze twórcze kroki, kształtując swój, jakże charakterystyczny, styl. Właśnie dlatego w Muzeum Historycznym we wspomnianej miejscowości możemy zobaczyć ponad 600 wspaniale wyeksponowanych prac Beksińskiego.


Bogdan Hołownia, Sibel KÖSE , Wojciech Pulcyn i Tomasz Grzegorski

 Miasto, które pokochało operę

Z Sanokiem związana jest historia jednego z najwybitniejszych śpiewaków operowych w historii Polski – Adamem Didurem. Ten żyjący na przełomie XIX i XX wieku bas wsławił się między innymi tym, że spędził aż 25 sezonów w Metropolitan Opera, zagrał niemal 100 przedstawień w La Scali, był solistą Opery Warszawskiej oraz Opery Lwowskiej. Wystąpił między innymi pod batutą tak wybitnych postaci jak Arturo Toscanini czy Gustaw Mahler.

Sanoczanie nie tylko zdają sobie sprawę z owej nieśmiertelnej chluby regionu, ale od ponad 25 lat mają okazję nieco bardziej zbliżyć się do opery, baletu, musicalu, muzyki instrumentalnej, czy instrumentalno-wokalnej. Wszystko za sprawą odbywającego się rokrocznie jesienią festiwalu im. Adama Didura. W pierwszej chwili możemy zacząć się zastanawiać, czemu obecność tego festiwalu w Sanoku ma być czymś niezwykłym. Wyobraźmy sobie zwyczajnej wielkości dom kultury. To na jego scenie publiczność mogła usłyszeć największe dzieła operowe, jak „Eu­geniusz Oniegin”, „Borys Godunov”, „Don Giovanni”, „Wolny strzelec”, „Carmen”, „Cyrulik sewilski”, „Aida” (i wiele innych), zobaczyć najważniejsze przedstawienia baletowe, jak m.in. „Dziadek do orzechów”, „Bracia Karamazow”, „Szeherezada”, „Jezioro łabędzie”, podziwiać największych solistów, jak chociażby Andrzej Hiolski, Aleksandra Kurzak, Urszula Kryger, Elżbieta Towarnicka.

Sanocki Dom Kultury poszedł o kilka kroków dalej. Idealista, człowiek przepełniony szczerą pasją i zaangażowaniem, jego dyrektor – Waldemar Szybiak, zadbał nie tylko o obecność największych i najważniejszych przedstawień i wykonawców na swoich scenach, ale zdecydował się niektóre dzieła wystawić w plenerze, między innymi w jednym z największych skansenów Europy, który znajduje się właśnie w Sanoku (m.in. „Halka”, „Straszny dwór”). To nie wszystko. Zadbał również o element edukacyjny (obóz humanistyczno-artystyczny), jak również o rozwój młodych, zdolnych twórców muzyki, kierując do nich Ogólnopolski Konkurs Kompozytorski im. Adama Didura czy interdyscyplinarny dialog między muzyką, tańcem i… filmem.


ADAM BAŁDYCH Imaginary Quartet 

Gwiazdy Jazzu

Jakby tego wszystkiego było mało, Sanocki Dom Kultury pokusił się o organizację małego festiwalu jazzowego o znamiennym tytule „Gwiazdy Jazzu w SDK”. Jego pierwsza edycja odbyła się w 2009 roku. Na przestrzeni niespełna dekady na scenie zagrali między innymi: Tomasz Stańko, Wojciech Karolak, Mike Russell, Michał Urbaniak, Marcin Wasilewski, Jan Ptaszyn Wróblewski, Zbigniew Namysłowski, Aga Zaryan, Anna Maria Jopek, czy Piotr Wojtasik.

Tegoroczna edycja rozpoczęła się koncertem kwartetu pianisty Bogdana Hołowni i wybitnej tureckiej wokalistki Sibel Köse. Piątek należał do hipnotyzującego skrzypka Adama Bałdycha i jego Imaginary Quartet (Paweł Tomaszewski - p, Michał Kapczuk - b, Paweł Dobrowolski - dr, perc). Grupa zagrała materiał dobrze znany publiczności z albumu „Bridges”, który Bałdych nagrał z Helge Lien Trio. Usłyszeć można było między innymi Polesie, Mosaic, czy Dreamer, jak również pochodzące z płyty „The New Tradition” utwory Letter for E. oraz June. Materiał ten brzmiał zupełnie inaczej niż z towarzyszeniem nordyckich artystów – nabrał innego wymiaru, wyrazu i sensu.

Trzeciego dnia festiwalu zgromadzona publiczność mogła posłuchać Andrzeja Jagodzińskiego, któremu na kontrabasie towarzyszył Adam Cegielski zaś przy perkusji zasiadł Czesław „Mały” Bartkowski. Pianista przybliżył zgromadzonym między innymi swoje interpretacje utworów Chopina (wśród nich Preludium e-moll op. 28, Nokturn Es-dur op. 9, Preludium c-moll op. 28), własne kompozycje La Petite Valse czy Deep Cut, jak również zmierzył się z kompozycją Komedy.


Leszek Możdżer & Jazz Forum team: Asia Pieczykolan i Mariola Borowska

Ostatni dzień należał do Leszka Możdżera. Charyzmatyczny pianista obdarował publiczność całą gamą emocji i szerokim spektrum repertuaru. Od początku koncertu pianista ochoczo preparował instrument, dzięki czemu dźwięk, który roznosił się po sali przeszywał, zaskakiwał swoją nieoczywistą naturą, rezonował i pozwalał na tworzenie wyjątkowych współbrzmień. Grając na nastrojonym na 432 Hz instrumencie, uraczył miłośników swojego talentu m.in. świeżo brzmiącymi Norgon czy Wyzwania metrologii, otulającymi rozwiązaniami harmonicznymi w Incognitor czy Pub 700, energią Polski, czy pełną szacunku i wyczucia, wspaniałą interpretacją Prawa i pięści Komedy. Zaskoczył doborem pozostałych utworów: Enjoy the Silence (Depeche Mode), Libertango (Astor Piazzolla), czy Oxygene 4 (Jean Michele Jarre). Wszystkie te planety połączyło jedno – doskonałe „przepuszczenie” tych muzycznych pereł przez własny, określony i wypracowany język muzyczny, styl, wrażliwość, dzięki czemu brzmiały zupełnie inaczej, wznioślej.

MARIOLA BOROWSKA

Relacja opublikowana w numerze Jazz Forum 6/2017

Przedruk za zgodą redakcji Jazz Forum

Autor zdjęć - Zygmunt Nater

Relacja opublikowana w numerze Jazz Forum 6/2017

Przedruk za zgodą redakcji Jazz Forum